Piкж mil dalej, niŸli kiedykolwiek dolecia³ najodwa¿niejszy wrуbel, wœrуd czterech drzew, nad bystrym potokiem, w ktуrym nigdy nie by³o wody, sta³o stare bardzo miasto, siкgaj¹ce odwiecznych czasуw. Musia³o ono byж stare, bo na dachach domуw wyros³y srebrnozielone brody mchуw, a wie¿a koœcio³a by³a bardzo pochylona na lew¹ stronк; jedni mуwili, ¿e z tej strony wisia³ wiкkszy dzwon i swoim ciк¿arem j¹ przechyli³, inni natomiast przypisywali to sкdziwej staroœci. Miasteczko to nazywa³o siк Zapiecek. Jest to nazwa skromna, bo skromni w tym mieœcie mieszkali ludzie, dobrzy i poczciwi. Chwalili Pana Boga i wiedli pracowity ¿ywot. Nikt o nich nigdy nie s³ysza³ ani nikt siк o nich nie troszczy³, nikt z tego miasta nigdy nie wywкdrowa³ ani nikt do niego nie przyje¿d¿a³, bo nie by³o po co. Do s³ynnego Pacanowa, ktуre z tego jest na œwiecie s³awne, ¿e w nim kuj¹ kozy, przyje¿d¿ali najwiкksi panowie, a krуl, daleko we wspania³ej stolicy mieszkaj¹cy, raz na rok zapytywa³: - A co tam s³ychaж w Pacanowie? Kiedy mu odpowiadano, ¿e wszystko szczкœliwie i ¿e burmistrz jest zdrуw i dobrze wygl¹da, krуl siк przyjemnie uœmiecha³ i dalej rz¹dzi³. A o biednym Zapiecku nikt nic nie s³ysza³ ani nikt o nim nie wspomina³. Ja te¿ by³bym o tym mieœcie nic nie wiedzia³, ale sto trzy lata temu, kiedy wкdrowa³em po œwiecie, zajecha³em przypadkiem do tego miasta, w ktуrym mnie serdecznie powitano. Rуwnie serdecznie i z wielk¹ wrzaw¹ powitano tam i mojego konia, bo ostatni koс zdech³ tam przed dwustu laty z g³odu i od tego czasu ludzie konia nie widzieli, tylko najstarsi ludzie opowiadali sobie, ¿e takie wspaniale zwierzк istnieje na œwiecie. W tym to mieœcie dowiedzia³em siк najrу¿niejszych historii, ktуre zapisa³em i teraz og³aszam je w ksi¹¿ce. W mieœcie tym ludzie byli bardzo biedni, choж ciк¿ko pracowali; na polach jednak¿e wiкcej by³o kamieni ni¿ zbo¿a, a na czterech drzewach rodzi³o siк jedenaœcie jab³ek, jeœli rok by³ bardzo urodzajny, albo nic siк nie rodzi³o. W strumieniu nigdy nie by³o wody, tak ¿e nawet ¿aby, ktуrych jednego lata by³o a¿ siedem, bardzo zniechкcone wywкdrowa³y, wiкc podczas letnich wieczorуw by³o smutno i cicho. Bociany, obawiaj¹c siк, ¿e zgin¹ z tego powodu g³odow¹ œmierci¹, omija³y Zapiecek i lecia³y wszystkie do stolicy, gdzie na placach i ulicach tyle by³o b³ota, ¿e tam ³atwo mog³y znaleŸж wiele smakowitego jedzenia, co skacze na d³ugich nogach. Zapiecek by³ bardzo smutnym miasteczkiem, tym smutniejszym, ¿e burmistrzem by³ w nim stolarz, ktуry robi³ trumny, wiкc siк nigdy nie œmia³ z tego powodu. Nie mia³ on jednak wiele pracy, bo ludzie tam rzadko umierali, raz na sto lat, bo ¿yli wstrzemiкŸliwie, ma³o jedli i ciк¿ko pracowali. Mo¿e dlatego byli bardzo chudzi, tak ¿e kiedy wia³ silny wiatr, brali w rкce wielkie kamienie i chodzili tak obci¹¿eni, aby ich wiatr nie porwa³, albo chodzili gromad¹ trzymaj¹c siк za rкce. Kochali jednak bardzo swoje miasto i byli z niego dumni, choж w nim nie by³o weso³o. Z domowych stworzeс trzyma³y siк tam tylko muchy, choж nikt nie wiedzia³, czym siк karmi¹ i jakim cudem ¿yj¹. By³ tam te¿ pies, baran i kogut. Pies by³ to kud³aty, poczciwy kundel imieniem £apserdak, wielki dziwak i orygina³. Nikt nigdy nie widzia³, ¿eby ten pies jad³ cokolwiek, nikt te¿ nie mia³ do niego pretensji, ¿e nie szczeka³, nie biega³ i nie wywija³ ogonem. Przez ca³y dzieс spa³ i czasem tylko uœmiecha³ siк przez sen. - Œni mu siк kie³basa! - mуwili wtedy dobrzy ludzie. By³o to jednak niemo¿liwe, £apserdak bowiem w swoim ca³ym ¿yciu nie widzia³ kie³basy i nie wiedzia³, co to za cudo. Inni twierdzili, ¿e biedny pies z wielkiego g³odu zwariowa³ i œmieje siк bez sensu. By³o to te¿ nieprawd¹, pies ten bowiem by³ zwierzкciem nadzwyczaj m¹drym, trzeba bowiem byж mкdrcem, aby ¿yж nie jedz¹c. Najprawdopodobniejsze jest, ¿e siк powolnym жwiczeniem odzwyczai³ od jedzenia albo te¿ jad³ trawк, wbrew swojej naturze. Widziano jednak, ¿e pi³ wodк, kiedy po wiosennych roztopach p³ynк³a woda w strumieniu; kiedy jej nie by³o, wtedy cierpliwie oczekiwa³ deszczu; w chwili zaœ, gdy lunк³a ulewa, £apserdak zadziera³ g³owк do gуry, otwiera³ szeroko pysk i w ten prosty sposуb ³apa³ wodк. W nocy patrzy³ smutno w niebo i tak¹ mia³ minк, jak gdyby liczy³ gwiazdy, tak jednak mia³ ma³o si³, ¿e nie wy³ nawet na widok ksiк¿yca w pe³ni, co jest obowi¹zkiem ka¿dego uczciwego psa. Ludzie go bardzo kochali i byli dumni z takiego psa filozofa, on zaœ nawzajem kocha³ ludzi. By³ to zreszt¹ jeden z nielicznych psуw na œwiecie, ktуry nie mia³ pche³, nie by³o bowiem pch³y tak lekkomyœlnej, ktуra by siк sama chcia³a skazaж na œmierж g³odow¹, obrawszy sobie mieszkanie w lesie kude³ poczciwego £apserdaka. Wszyscy go znali, on rуwnie¿ zna³ wszystkich, co nie by³o jednak spraw¹ trudn¹, gdy¿ w mieœcie tym niewiele by³o mieszkaсcуw. G³odny jest zawsze bratem g³odnego, wiкc mi³oœж by³a obopуlna. Dobry ten pies nie uleg³ nigdy namowom i naszczekiwaniom z dalekich stron, wo³aj¹cym go do bogatych ludzi i do t³ustego jad³a. By³ przyjacielem tych, z ktуrymi pкdzi³ nкdzne ¿ycie i smutne dni: nie jad³ on, bo i ludzie byli g³odni, ale ich nie opuœci³. Tak wiernym w niedoli potrafi byж tylko poczciwy pies i jeszcze jedno stworzenie: wrуbel. Jest to najlepszy ptak na œwiecie, ³obuz i urwis, kiedy jest wiele do jedzenia, ale i wierny przyjaciel w dniach klкski. Kiedy przepiуrki, spas³szy siк w zbo¿u, kiedy inne ptaki, objedzone i za¿ywne, odlatuj¹ na zimк, wrуbel, dobry patriota, ani nie pomyœli o tym, aby opuœciж swoich dobrych przyjaciу³ ludzi, wœrуd ktуrych siк urodzi³ i wychowa³. Cierpi g³уd, na œmierж czкsto zmarznie na mrozie, ale nie odleci, a na wiosnк koz³y fika w kurzu ulicy, zadowolony i rad. Tote¿ kiedy w zimie wrуble s¹ w wielkiej nкdzy, zawsze prze³amujк mуj chleb na po³owк i sumiennie siк z nimi dzielк. Nie mog³em jednak poratowaж biednego £apserdaka, bo miasteczko Zapiecek znajduje siк na koсcu œwiata i trzeba by³o do niego wкdrowaж przez siedem miesiкcy. Po stu latach od tego dnia, kiedy go widzia³em po raz ostatni, ju¿ nie ¿y³. Je¿eli by³by dotrwa³ jeszcze kilka lat, to by³by do¿y³ lepszych czasуw, bo ju¿ tam ludzie je¿d¿¹, aby ujrzeж to wspania³e miasto, i przywo¿¹ ze sob¹ jedzenie: ser, chleb i jaja na twardo.
Корнель Макушинский
O dwoch takich co ukradli ksiezyc
Жанр:
«O dwoch takich co ukradli ksiezyc»
0
6122
1 страница из 54
читать на одной стр.
читать на одной стр.
РЕКОМЕНДУЕМ К ПРОЧТЕНИЮ
Популярные и начинающие авторы, крупнейшие и нишевые издательства
Комментарии к книге «O dwoch takich co ukradli ksiezyc», Корнель Макушинский
Всего 0 комментариев