«Sobowtór profesora Rawy»

3710
1 страница из 57
читать на одной стр.
Настроики
A

Фон текста:

  • Текст
  • Текст
  • Текст
  • Текст

Шрифты

  • Аа

    Roboto

  • Аа

    Garamond

  • Аа

    Fira Sans

  • Аа

    Times

  • Аа

    Iowan

  • Аа

    San Francisco

  • Аа

    SF Serif

  • Аа

    New York

  • Аа

    Helvetica Neue

  • Аа

    Arial

  • Аа

    Georgia

  • Аа

    Times New Roman

  • Аа

    Courier

  • Аа

    Courier New

  • Аа

    Menlo

  • Аа

    SF Mono

стр.

ALFRED SZKLARSKI



Sobowtуr Profesora Rawy



SCAN-dal


Prolog - niepokoj¹ce wezwanie


Mimo pe³ni kalendarzowego lata, od wielu dni trwa³a z³a, jesienna pogoda. Szare, o niskim pu³apie chmury wci¹¿ zasnuwa³y niebo. Co chwila zrywa³ siк porywisty wiatr i smaga³ ziemiк strugami zimnego deszczu. W³aœnie zapada³ przedwczesny wieczorny zmrok.

Pospieszny poci¹g Warszawa - Wiedeс mkn¹³ na po³udniowy zachуd ku Katowicom. Okna rozko³ysanych pкdem wagonуw rozb³ys³y elektrycznym œwiat³em.

Wagon restauracyjny by³ bez przerwy zape³niony. Kelner niezmordowanie przebiega³ od stolikуw do kuchni i roznosi³ na tacy zamуwione przez podrу¿nych dania. Kr¹¿¹c po wagonie, co pewien czas ciekawie zerka³ na barczystego, starszego mк¿czyznк o skroniach mocno ju¿ przyprуszonych siwizn¹. Zaj¹³ on miejsce przy stoliku zaraz po wyruszeniu poci¹gu z Warszawy i od trzech godzin siedzia³ g³кboko zamyœlony, nie zwracaj¹c na nikogo uwagi. Obiad dawno ju¿ ostyg³ na talerzu, a mк¿czyzna wci¹¿ w skupieniu coœ rozwa¿a³.

Kelner w³aœnie powraca³ do kuchni, gdy naraz ktoœ przytrzyma³ go za ³okieж. Spojrza³ przez ramiк. To by³ ten milcz¹cy, zamyœlony pasa¿er.

- Czy w Katowicach bкdziemy bez opуŸnienia? - zapyta³.

- Ju¿ nadrobiliœmy tych kilka minut, przyjedziemy zgodnie z rozk³adem - wyjaœni³ kelner. - Czy mo¿e podaж coœ innego szanownemu panu?

- Podaж...? Co podaж? - zdziwi³ siк pasa¿er, jakby nie zrozumia³ pytania.

- Szanowny pan nie zjad³ obiadu! Jeœli nie smakowa³, mogк teraz przynieœж jak¹œ zimn¹ zak¹skк! Na pewno jest pan g³odny!

- Nie zjad³em obiadu? - zdziwi³ siк profesor Rawa. Spojrza³ na stolik i doda³: - Widocznie zapomnia³em... Tak, jestem g³odny. Proszк o porcjк szynki.

- A mo¿e by tak fili¿aneczkк czarnej kawy? To czasem pomaga cz³owiekowi - zaproponowa³ kelner.

- Mуwi pan, ¿e pomaga...? Nie, dziкkujк! Proszк o herbatк.

Pasa¿er znуw pogr¹¿y³ siк we w³asnych rozmyœlaniach. Kelner zaintrygowany pobieg³ do bufetu. Wydawa³o mu siк, ¿e w szarych oczach roztargnionego mк¿czyzny czai³ siк jakiœ nieokreœlony niepokуj.

Profesor Rawa zjad³ plasterek szynki z such¹ kromk¹ chleba i popi³ herbat¹. Od najm³odszych lat przestrzega³ odpowiedniej diety, dziкki czemu zachowa³ sprawnoœж fizyczn¹ i jasnoœж myœli, ktуre szczegуlnie tego w³aœnie dnia mog³y mu byж bardzo potrzebne.

Czas szybko mija³... Za oknami wagonu zajaœnia³a ³una, w ktуrej od czasu do czasu wykwita³y czerwonawe odblaski. Poci¹g mkn¹³ teraz przez Zag³кbie. Wkrуtce b³ysnк³y uliczne jarzeniowe latarnie i barwne neony. Poci¹g wje¿d¿a³ do Katowic, g³уwnego oœrodka Gуrnoœl¹skiego Okrкgu Przemys³owego, tak swoistego pod wzglкdem przemys³owym, krajoznawczym i ludnoœciowym.

Uœmiech okrasi³ powa¿n¹ twarz profesora Rawy. Lubi³ Katowice, stolicк polskiego gуrnictwa i hutnictwa. By³y one dla niego miniatur¹ pulsuj¹cych ¿yciem i prac¹ du¿ych miast europejskich. Spogl¹daj¹c przez okno profesor po³o¿y³ na stoliku stuz³otowy banknot. Poci¹g ju¿ wje¿d¿a³ na peron. Rawa szybko narzuci³ p³aszcz. Zapomniawszy o reszcie ruszy³ ku wyjœciu. Kelner porwa³ pieni¹dze i pobieg³ za dziwnym pasa¿erem.

- Proszк pana, proszк pana! - wo³a³ w œlad za wychodz¹cym. - Nie wzi¹³ pan reszty!

Nim jednak dotar³ do drzwi wagonu, profesor Rawa wmiesza³ siк w t³um pasa¿erуw, ktуrzy pospiesznie schodzili do ni¿ej po³o¿onych, os³oniкtych pasa¿y dworca. Zacina³ rzкsisty deszcz. Rawa niebawem dobrn¹³ do wyjœcia z peronуw do hali dworcowej. Naraz przytrzymano go za ramiк.

- Proszк o bilet! - rozbrzmia³ nieco podniesiony kobiecy g³os.

Profesor zamyœlony usi³owa³ iœж dalej, lecz ktoœ uporczywie przytrzymywa³ go za rкkaw p³aszcza i wo³a³:

- Proszк oddaж bilet!

Rawa dopiero teraz dostrzeg³ w budce kontrolera chud¹, nisk¹ kobietк w mundurze kolejarskim, domagaj¹c¹ siк zwrotu biletu. Jakiœ podrу¿ny tu¿ za jego plecami mуwi³ podenerwowanym g³osem coœ niepochlebnego o roztargnionych ludziach. Profesor zafrasowany zacz¹³ przeszukiwaж kieszenie.

Ma³e zamieszanie nie usz³o uwagi mк¿czyzny, opartego plecami o automat z peronуwkami w hali dworca za budk¹ kontrolerki. Spod opuszczonego na oczy ronda kapelusza badawczo przyjrza³ siк profesorowi, a potem podniуs³ do gуry ko³nierz p³aszcza. W tym momencie, jakby na umуwione has³o, inny mк¿czyzna, pogr¹¿ony dot¹d w czytaniu ,,Dziennika Zachodniego” obok drugiej budki kontrolera, natychmiast schowa³ gazetк do kieszeni, po czym szybkim krokiem wyszed³ z hali na ulicк.

Profesor Rawa wreszcie znalaz³ bilet kolejowy w bocznej kieszonce marynarki. Wrкczy³ go kontrolerce. Niebawem wyszed³ przed dworzec. Ostatnia taksуwka w³aœnie znika³a za naro¿nikiem ulicy M³yсskiej. Profesor niezdecydowany przystan¹³ na skraju chodnika.

Dwaj tajemniczy mк¿czyŸni, ktуrzy przed chwil¹ w hali dworcowej wymienili porozumiewawcze znaki, obecnie nie spuszczali wzroku z roztargnionego naukowca. Jeden z nich wyj¹³ z kieszeni gazetк i ostentacyjnie wrzuci³ j¹ do kosza na œmieci, umieszczonego nas³upie. Wtedy samochуd, zaparkowany przy wysepce na œrodku placyku, ruszy³ ku dworcowi. W tej niemal¿e chwili drugi mк¿czyzna przystan¹³ za profesorem Raw¹, by zapaliж ogarek papierosa.

Samochуd zatrzyma³ siк przed profesorem przy krawк¿niku chodnika.

- Jadк do Ligoty, je¿eli gdzieœ po drodze, mogк podwieŸж - uprzejmie zagadn¹³ kierowca, uchylaj¹c drzwiczek wozu.

- Mieszkam na Rу¿yckiego! Bardzo dziкkujк, chyba z nieba mi pan spad³! - ucieszy³ siк Rawa. - Kiepska dzisiaj pogoda.

- Prawie ca³e lato do niczego. Proszк wsiadaж, podwiozк pana - odpar³ kierowca, dyskretnie uœmiechaj¹c siк ironicznie. - Czeka³em na kogoœ, kto nie przyjecha³ tym poci¹giem.

Profesor Rawa wsiad³ do samochodu.

Mк¿czyzna, ktуry zapala³ papierosa, teraz rzuci³ niedopa³ek na ziemiк i szybko oddali³ siк ku M³yсskiej. Tu¿ za rogiem sta³a granatowa warszawa. Na widok nadchodz¹cego drzwi samochodu otworzy³y siк; w g³кbi wozu ju¿ siedzia³ drugi mк¿czyzna, ktуry przedtem udawa³, ¿e czyta gazetк.

Zaraz te¿ krуtko zapyta³:

- No i co?!

- Akcja przebiega planowo, jedzie podstawionym wozem - pad³a odpowiedŸ i mк¿czyzna pospiesznie ulokowa³ siк na przednim siedzeniu obok szofera.

- Uwaga, ju¿ skrкcaj¹ w M³yсsk¹! - rozleg³ siк ostrzegawczy g³os kierowcy.

- WyprzedŸ ich i jedŸ prosto na Rу¿yckiego rozkaza³ ten w g³кbi warszawy.

Profesor Rawa tymczasem pochyli³ siк do przodu, z zaciekawieniem obserwuj¹c ulicк. Na rogu M³yсskiej i Pocztowej niemal przylgn¹³ twarz¹ do szyby os³aniaj¹cej kabinк szofera. Na Rynku, w potokach œwiat³a reflektorуw, mimo z³ej pogody, trwa³y prace przy budowie szybko wykaсczanego, du¿ego gmachu domu towarowego. Rawa z zadowoleniem stwierdzi³, ¿e barwny neon na fasadzie budynku ju¿ obwieszcza³ narodziny ,,Zenitu”.

- No, no, nieŸle siк uwinкli - mrukn¹³ Rawa, podziwiaj¹c nowoczesne i estetyczne kszta³ty .okaza³ej budowli.

Комментарии к книге «Sobowtór profesora Rawy», Альфред Шклярский

Всего 0 комментариев

Комментариев к этой книге пока нет, будьте первым!

РЕКОМЕНДУЕМ К ПРОЧТЕНИЮ

Популярные и начинающие авторы, крупнейшие и нишевые издательства