«Rzeźnia numer pięć»

1672

Описание

W zamyśle autora miała to być jego pierwsza książka. A jednak Vonnegut potrzebował dystansu lat, a także doświadczenia wynikającego z publikacji czterech wcześniejszych powieści, by wreszcie przelać na papier swe doświadczenia z czasów, kiedy jako jeniec wojenny był świadkiem bombardowania Drezna. W rezultacie powstała książka uchodząca za jedną z najwybitniejszych amerykańskich powieści antywojennych; książka o pisarzu, który nie potrafi wymazać z pamięci wspomnień z czasów wojny, chociaż z racji swego zawodu od lat zajmuje się tworzeniem fikcji; książka silnie autobiograficzna, mieszająca dokument z science fiction, pełna trupów i gwałtu, oskarżeń i egzorcyzmów, panicznego strachu i miłości; wreszcie — mówiąc słowami autora — książka „krótka i popaprana, bo o masakrze nie sposób powiedzieć nic inteligentnego”.

1 страница из 40
читать на одной стр.
Настроики
A

Фон текста:

  • Текст
  • Текст
  • Текст
  • Текст

Шрифты

  • Аа

    Roboto

  • Аа

    Garamond

  • Аа

    Fira Sans

  • Аа

    Times

  • Аа

    Iowan

  • Аа

    San Francisco

  • Аа

    SF Serif

  • Аа

    New York

  • Аа

    Helvetica Neue

  • Аа

    Arial

  • Аа

    Georgia

  • Аа

    Times New Roman

  • Аа

    Courier

  • Аа

    Courier New

  • Аа

    Menlo

  • Аа

    SF Mono

стр.

Kurt Vonnegut Jr.

Rzeźnia numer pięć,


Czyli krucjata dziecięca,


Czyli obowiązkowy taniec ze śmiercią

1

Wszystko to zdarzyło się mniej więcej naprawdę. W każdym razie wszystko to, co dotyczy wojny. Pewien facet, którego znałem osobiście, został naprawdę rozstrzelany w Dreźnie za kradzież czajnika. Inny z moich znajomych naprawdę odgrażał się, że po wojnie załatwi swoich osobistych wrogów przy pomocy wynajętych morderców. I tak dalej. Nazwiska pozmieniałem.

Prawdą jest też, że w roku 1967 odwiedziłem ponownie Drezno za pieniądze fundacji Guggenheima (niech je Bóg ma w swojej opiece). Przypominało bardzo Dayton w stanie Ohio, tyle że więcej tu wolnych terenów. Ziemia tutaj musi zawierać tony mączki z ludzkich kości.

Pojechałem tam z moim dawnym frontowym towarzyszem Bernardem V. O’Hare i zaprzyjaźniliśmy się z taksówkarzem, który zawiózł nas do rzeźni, gdzie zamykano nas na noc, kiedy byliśmy jeńcami. Nazywał się Gerhard Müller. Opowiadał nam, że był przez jakiś czas w niewoli amerykańskiej. Pytaliśmy go, jak się żyje przy komunistach, a on powiedział, że początkowo było okropnie, że trzeba było bardzo ciężko pracować, nie było mieszkań, żywności ani odzieży, ale że teraz jest już znacznie lepiej. Ma miłe, małe mieszkanko, a jego córka studiuje na wyższej uczelni. Jego matka spłonęła podczas bombardowania Drezna. Zdarza się i tak.

Przysłał O’Hare’owi na Boże Narodzenie kartę następującej treści:

„Życzę Panu i Pańskiej rodzinie, także Pańskiemu przyjacielowi Wesołych Świąt i szczęśliwego Nowego Roku i mam nadzieję, że spotkamy się znowu w świecie, gdzie pokój i wolność w taksówce, jeśli wypadek zechce.”


* * *


Bardzo mi się podobało to „jeśli wypadek zechce”. Nie chcę tu opowiadać, ile pieniędzy, czasu i nerwów kosztowała mnie ta cholerna książka. Kiedy dwadzieścia trzy lata temu wróciłem do domu z drugiej wojny światowej, wydawało mi się, że nic łatwiejszego, jak napisać o zniszczeniu Drezna — wystarczy po prostu przedstawić to, co widziałem. Sądziłem też, że wyjdzie z tego wybitne dzieło albo że przynajmniej zarobię na nim kupę forsy ze względu na wagę tematu.

Tymczasem nie potrafiłem jakoś znaleźć w sobie odpowiednich słów, w każdym razie było tego za mało na książkę. Zresztą teraz też nie bardzo wiem, jak o tym opowiadać, mimo że jestem już starym prykiem, otoczonym wspomnieniami, Pall Mallami i dorosłymi synami.

Kiedy myślę o tym, jak bezużyteczne były moje wspomnienia wyniesione z Drezna i jak mnie jednocześnie kusiło, żeby o nim napisać, przypomina mi się znany limeryk:

— Pewien młody człowiek rodem z Ankary

Tak przemawiał do swojej fujary:

Tyś mi życie zmarnował,

Z mienia wyzuł i zdrowia,

A dziś nie chcesz nawet lać, błaźnie stary?!

Przypomina mi się też piosenka:


— Nasyfam się Yon Yonson,

Przybyłem tu z Fisconsin,

Zajęcie tam w tartaku dobre mam.

Gdziekolfiek się pokażę,

Fesołe fidze tfarze

I fszyscy proszą mnie:

„Ach przedstaf, przedstaf się!”

Więc odpofiadam, że

Nasyfam się Yon Yonson…

I tak dalej, w nieskończoność.

W ciągu tych lat znajomi nieraz pytali mnie, nad czym teraz pracuję, i zwykle odpowiadałem, że najważniejsza jest moja książka o Dreźnie.

Powiedziałem to kiedyś Harrisonowi Starrowi, który pracuje w filmie, na co uniósł brwi i spytał:

— Czy to jest książka antywojenna?

— Tak — odpowiedziałem. — Chyba tak.

— Czy wiesz, co mówię facetom, którzy piszą książki przeciwko wojnie?

— Nie. Ciekawe, co im mówisz.

— Mówię: Dlaczego nie piszesz książek przeciwko lodowcom?

Chodziło mu oczywiście o to, że wojny będą zawsze i że z równym powodzeniem można próbować powstrzymywać lodowce. Ja również jestem tego zdania.


* * *


A gdyby nawet wojny przestały nacierać na nas niczym lodowce, to wciąż jeszcze pozostanie zwyczajna, poczciwa śmierć.

Kiedy byłem nieco młodszy i pracowałem nad swoją słynną książką o Dreźnie, spytałem towarzysza z czasów wojny, Bernarda V. O’Hare, czy mogę go odwiedzić. O’Hare był prokuratorem okręgowym w Pensylwanii, ja zaś byłem pisarzem z półwyspu Cod. Na wojnie byliśmy obaj szeregowcami i zwiadowcami w piechocie. Nie spodziewaliśmy się wtedy, że po wojnie uda nam się dorobić, teraz jednak obu nam powodziło się zupełnie nieźle.

Odszukanie O’Hare’a zleciłem Towarzystwu Telefonicznemu Bella. W takich sprawach oni są niezastąpieni. Czasami miewam po nocach takie napady, związane z alkoholem i telefonem. Upijam się wtedy i wypłaszam z pokoju żonę, ziejąc mieszaniną gazu musztardowego i róż. Potem tonem wytwornym i śmiertelnie poważnym proszę panienkę z międzymiastowej o połączenie mnie z którymś z moich od lat nie widzianych przyjaciół.

W ten właśnie sposób połączyłem się z O’Hare’em. On jest niski, a ja jestem wysoki. Na wojnie byliśmy Patem i Pataszonem. Razem trafiliśmy do niewoli. Powiedziałem mu przez telefon, kto dzwoni. Uwierzył natychmiast. Nie spał jeszcze, czytał. Oprócz niego cały dom pogrążony był we śnie.

— Słuchaj — powiedziałem — piszę książkę o Dreźnie. Szukam kogoś, kto pomógłby mi przypomnieć sobie pewne szczegóły. Chętnie przyjechałbym do ciebie. Moglibyśmy wypić, pogadać i powspominać.

Odniósł się do tego projektu bez entuzjazmu. Powiedział, że niewiele pamięta, ale żebym przyjeżdżał.

— Myślę, że kulminacyjnym punktem książki będzie egzekucja starego, poczciwego Edgara Derby’ego — powiedziałem. — Cóż za ironia! Spalono całe miasto, zginęło tysiące ludzi, a tutaj ten amerykański piechociniec zostaje wśród zgliszczy aresztowany za kradzież czajnika. Odbywa się normalny sąd i stawiają go przed plutonem egzekucyjnym.

— Uhum — mruknął O’Hare.

— Czy nie uważasz, że to właśnie powinno być kulminacyjnym punktem książki?

— Nie znam się na tym — odpowiedział. — Książki to twoja specjalność.


* * *


Jako specjalista od punktów kulminacyjnych, napięcia, charakterystyk, wspaniałych dialogów, dreszczy emocji i kontrastów wielokrotnie opracowywałem sobie plan tej drezdeńskiej historii. Najlepszy, a w każdym razie najładniejszy, jaki udało mi się sporządzić, powstał na odwrotnej stronie rolki tapety.

Użyłem do tego celu kredek mojej córki, innego koloru dla każdego z bohaterów. Na jednym końcu rolki był początek opowieści, na drugim koniec, zaś część środkową zajmował środek historii. Niebieska linia spotykała się z czerwoną, potem z żółtą, a potem żółta linia urywała się, ponieważ bohater, którego wyobrażała, ginął. I tak dalej. Zniszczenie Drezna było przedstawione w postaci poziomej wiązki pomarańczowych kresek i wszystkie linie, które jeszcze żyły, krzyżowały się z nią i przechodziły na drugą stronę.

Koniec, gdzie urywały się wszystkie linie, to buraczane pole nad Łabą koło Halle. Padał deszcz. Wojna skończyła się w Europie już kilka tygodni temu. Staliśmy w szyku, pilnowani przez rosyjskich żołnierzy. Byli tu Anglicy, Amerykanie, Holendrzy, Belgowie, Francuzi, Kanadyjczycy, Południowoafrykańczycy, Nowozelandczycy, Australijczycy — tysiące ludzi, którzy mieli przestać być jeńcami wojennymi.

Комментарии к книге «Rzeźnia numer pięć», Курт Воннегут

Всего 0 комментариев

Комментариев к этой книге пока нет, будьте первым!

РЕКОМЕНДУЕМ К ПРОЧТЕНИЮ

Популярные и начинающие авторы, крупнейшие и нишевые издательства