• Читалка
  • приложение для iOs
Download on the App Store
  • Читалка
  • приложение для Android
Get it on Google Play

«Zbiór opowiadań»

7312
1 страница из 200
читать на одной стр.
Настроики
A

Фон текста:

  • Текст
  • Текст
  • Текст
  • Текст

Шрифты

  • Аа

    Roboto

  • Аа

    Garamond

  • Аа

    Fira Sans

  • Аа

    Times

  • Аа

    Iowan

  • Аа

    San Francisco

  • Аа

    SF Serif

  • Аа

    New York

  • Аа

    Helvetica Neue

  • Аа

    Arial

  • Аа

    Georgia

  • Аа

    Times New Roman

  • Аа

    Courier

  • Аа

    Courier New

  • Аа

    Menlo

  • Аа

    SF Mono

стр.

Robert Sheckley



Zbiуr opowiadaс




A tobie dwa razy tyle


W Nowym Jorku masz to jak w banku: ile razy rzucisz siк na zas³u¿ona drzemkк, zawsze jest dzwonek. Cz³owiek z charakterem powiedzia³by w takiej sytuacji: ”Mam to w nosie, mуj dom to moja twierdza, a telegramy mo¿na wsun¹ж pod drzwi”. Ale jeœli ktoœ ma, jak Edelstein, niezbyt silny charakter, pomyœli, ¿e mo¿e to ta blondynka spod numeru 12C przysz³a po¿yczyж s³oiczek chili. A mo¿e nawet jakiœ zwariowany re¿yser filmowy, ktуry chcia³by zrobiж film na podstawie twoich listуw do motki z Santa Monica. (Dlaczego niby nie? - czy nie robi¹ filmуw z gorszych rzeczy ni¿ jego listy?).

Ale tym razem Edelstein rzeczywiœcie twardo postanowi³ nie otwieraж. Le¿¹c na kanapie, z zamkniкtymi oczami, zawo³a³:

- Nic nie potrzebujк!

- Owszem, potrzebujesz pan - odpowiedzia³ g³os zza drzwi.

- Mam wszelkie mo¿liwe encyklopedie, szczotki i suche produkty - odpar³ Edelstein znu¿onym g³osem.

Mam wszystko, cokolwiek pan oferuje. - Niech pan pos³ucha. Ja nic nie sprzedajк - rzek³ g³os. - Ja chcк panu coœ daж, za darmo.

Edelstein uœmiechn¹³ siк kwaœno. Jako nowojorczyk wiedzia³ doskonale, ¿e nawet gdyby ktoœ zrobi³ mu prezent z paczki autentycznych nie znaczonych banknotуw dwudziestodolarowych, to i tak w koсcu musia³by za nie zap³aciж.

- A... jeœli za darmo - odpowiedzia³ - to ju¿ w ¿adnym wypadku mnie na to nie staж.

- Ale naprawdк za darmo - powiedzia³ g³os. - Mуwi¹c”za darmo” mam na myœli, ¿e nie bкdzie to pana kosztowa³o ani teraz, ani nigdy.

- Nie jestem t¹ sprawa zainteresowany - odrzek³ Edelstein podziwiaj¹c si³к swego charakteru.

G³os zamilk³. Edelstein zawo³a³:

- Halo, jeœli pan tam jeszcze jest, to proszк sobie iœж.

Drogi panie Edelstein - powiedzia³ g³os po chwili. - Cynizm jest tylko forma naiwnoœci. Panie Edelstein, m¹droœж to sztuka dostrzegania rу¿nic.

- Bкdzie mi robi³ wyk³ady - zwrуci³ siк Edelstein do œciany.

- Okay - odezwa³ siк g³os. Niech pan zostanie przy swoim cynizmie i rу¿nicach rasowych. Po co mi jeszcze takie k³opoty?

- Chwileczkк - rzek³ Edelstein. Na jakiej podstawie sadzi pan, ¿e mam uprzedzenia rasowe?

- Dosyж tego gadania - odpar³ g³os. - Gdybym zbiera³ na fundusz Hadassah, albo sprzedawa³ obligacje po¿yczki rz¹du Izraela, to inna sprawa. Ale jestem po prostu tym, kim jestem, wiкc przepraszam, ¿e ¿yjк.

- Spokojnie - zmitygowa³ go Edelstein. - Dla mnie jest pan po prostu g³osem zza drzwi. Mo¿e pan byж rуwnie dobrze katolikiem, adwentysta dnia siуdmego czy nawet starozakonnym.

- Pan w i e d z i a ³ - odrzek³ g³os. - Panie, przysiкgam...

- W gruncie rzeczy - oœwiadczy³ g³os - to nie ma ¿adnego znaczenia. Nieraz spotykam siк z takim traktowaniem. Do widzenia, panie Edelstein. - Chwileczkк.

Edelstein przeklina³ sam siebie za g³upotк. Ile¿ to ju¿ razy da³ siк nabraж na gadkк jakiegoœ domokr¹¿cy p³ac¹c na przyk³ad dziewiкж dziewiкжdziesi¹t osiem za dwutomow¹ ilustrowan¹”Seksualn¹ historiк ludzkoœci”, ktуra, jak mu wytkn¹³ jego przyjaciel Manowitz, mуg³ kupiж w pierwszej lepszej ksiкgarni Marboro za dwa dziewiкжdziesi¹t osiem.

Ale g³os mia³ racjк. Edelstein wyczu³, ¿e ma do czynienia z gojem.

I potem taki g³os odejdzie i sobie pomyœli: tym ¯ydom to siк wydaje, ¿e s¹ lepsi od innych. I na najbli¿szym spotkaniu Lo¿y Losi czy Kawalerуw Kolumba powie to swoim fanatycznym przyjacio³om i znуw bкdzie punkt karny dla ¯ydуw.

- Rzeczywiœcie mam s³aby charakter - pomyœla³ smutno Edelstein i zawo³a³

- No ju¿ dobrze, proszк wejœж! Ale z miejsca uprzedzam: nie mam najmniejszego zamiaru nic kupowaж.

Zwlуk³ siк z kanapy i ruszy³ otworzyж. Nagle zatrzyma³ siк, bo g³os odpowiedzia³:

- Dziкkujк bardzo - i przeszed³ przez drewniane zamkniкte na dwa zamki drzwi.

Mк¿czyzna by³ œredniego wzrost, przyzwoicie ubrany w zmodyfikowany edwardiaсski szary garnitur w pr¹¿ki. Buty z kurdybanu lœni³y wypucowane. By³ czarny, mia³ teczkк i przeszed³ przez drzwi Edelsteina, jak przez galaretkк”Gella”.

- Chwileczkк, wolnego, chwileczkк rzed³ Edelstein ³api¹c siк na tym, ¿e wykrкca sobie palce, i ¿e serce bije mu nieprzyjemnie szybko.

Mк¿czyzna stal bez ruchu, ca³kowicie rozluŸniony, o krok od drzwi. Edelstein odzyska³ oddech.

- Przepraszam - powiedzia³. - Mia³em ma³y atak, coœ w rodzaju halucynacji...

- Chce pan, ¿ebym to zrobi³ jeszcze raz? - zapyta³ goœж.

- O Bo¿e, nie! To pan rzeczywiœcie przez drzwi? Ale siк g³upio w³adowa³em.

Edelstein wrуci³ do kanapy i usiad³ ciк¿ko. Mк¿czyzna zaj¹³ miejsce obok na krzeœle.

- Co to wszystko ma znaczyж? - zapyta³ gospodarz.

- Ten numer po prostu oszczкdza mi czasu - wyjaœni³ mк¿czyzna. - Poza tym za³atwia sprawк mojej wiarygodnoœci. Nazywam siк Charles Sitwell i zajmujк siк badaniem rynku z ramienia Szatana.

Edelstein uwierzy³ mu. Usi³owa³ przypomnieж sobie jak¹œ modlitwк, ale zapamiкta³ jedynie tк, ktуr¹ odmawia³ przy krojeniu chleba na letnim obozie, w ktуrym bra³ udzia³ jako ch³opak. Prawdopodobnie i tak na nic by siк nie zda³a. Zna³ tak¿e Ojcze Nasz, ale ta modlitwa przecie¿ nawet nie pochodzi³a z jego religii. A mo¿e tak hymn narodowy...

- Niech siк pan nie denerwuje powiedzia³ Sitwell. - Nie przyszed³em tu po paсsk¹ duszк, nic z tych starych niemodnych bzdur.

- Ale niby na jakiej podstawie mam panu uwierzyж? - zapyta³ Edelstein.

- Niech pan sam do tego dojdzie odpar³ Sitwell. - Niech pan weŸmie pod uwagк choжby same wojny. Od piкжdziesiкciu lat nic, tylko bunty i rewolucje. Dla nas oznacza to niespotykana wprost poda¿ potкpionych Amerykanуw, Wietcongуw, Nigeryjczykуw, Biafraсczykуw, Indonezyjczykуw, obywateli RPA, Rosjan, Hindusуw, Pakistaсczykуw i Arabуw. ¯ydуw te¿, z przykroœci¹ muszк powiedzieж. Œci¹gamy coraz wiкcej Chiсczykуw, a zupe³nie ostatnio bardzo nam siк o¿ywi³ rynek po³udniowoamerykaсski. Mуwi¹c szczerze, panie Edelstein, d³awimy siк ju¿ duszami. Je¿eli w tym roku wybuchnie jeszcze jedna wojna, to bкdziemy musieli og³osiж amnestiк no grzechy powszednie.

Edelstein przemyœla³ sprawк.

- To pan rzeczywiœcie nie przyszed³ po to, ¿eby mnie zabraж do piek³a? - Do diab³a, nie! - powiedzia³ Sitwell. - Mуwi³em panu przecie¿, ¿e mamy listк oczekuj¹cych jak st¹d do Peter Cooper Village. Piek³o dos³ownie trzeszczy w szwach.

- No wiкc... to po co pan tu przyszed³i

Sitwell za³o¿y³ noga na nogк i pochyli³ siк z powag¹.

- Panie Edelstein, musi pan zrozumieж, ¿e piek³o bardzo przypomina koncerny U.S. Steel i L.T. and T. Stanowimy potк¿n¹ instytucjк i dzia³amy w mniejszym czy wiкkszym stopniu na zasadzie monopolu. Ale, jak ka¿de du¿e towarzystwo, jesteœmy w s³u¿bie publicznej i zale¿y nam na dobrej opinii.

- To siк trzyma kupy - przyzna³ Edelstein.

- Ale odwrotnie ni¿ Ford, nie mo¿emy ustanowiж fundacji i rozdawaж stypendiуw i dotacji. Ludzie by tego nie zrozumieli. Z tych samych wzglкdуw nie budujemy wzorcowych miast i nie walczymy z zanieczyszczeniem œrodowiska. Nie moglibyœmy nawet zbudowaж tamy w Afganistanie, ¿eby nie zakwestionowano naszych motywуw.

- Rozumiem, w czym problem rzek³ Edelstein.

- Ale mimo to chcielibyœmy coœ robiж. Dlatego od czasu do czasu, zw³aszcza teraz, przy tak korzystnej koniunkturze, przeznaczamy niewielk¹ premiк do rozdzielenia pomiкdzy przypadkowo wybranych potencjalnych klientуw.

- Ja? Wasz klient?

- Nikt przecie¿ nie robi z pana grzesznika - podkreœli³ Sitwell. - Powiedzia³em: potencjalnych, a to mo¿e oznaczaж dos³ownie ka¿dego.

- Och... a na czym polega to premia?

- Trzy ¿yczenia - odpar³ z o¿ywieniem Sitwell. - Stara tradycyjna forma. - Zaraz, sprawdŸmy, czy dobrze zrozumia³em - rzek³ Edelstein. - Mam wymieniж trzy dowolne ¿yczenia? I ¿adnej kary, ¿adnych ukrytych”ale” czy”jeœli”?

Комментарии к книге «Zbiór opowiadań», Роберт Шекли

Всего 0 комментариев

Комментариев к этой книге пока нет, будьте первым!

РЕКОМЕНДУЕМ К ПРОЧТЕНИЮ

Популярные и начинающие авторы, крупнейшие и нишевые издательства