• Читалка
  • приложение для iOs
Download on the App Store
  • Читалка
  • приложение для Android
Get it on Google Play

«Pafnucy»

5996

Описание

Pafnucy to imię przesympatycznego niedźwiedzia. Jego przygody to nieprzerwany ciąg zabawnych wydarzeń, opisanych tak dowcipnie, jak to tylko Joanna Chmielewska zrobić potrafi. Realizm obserwacji przyrody, treści ekologiczne, przeplatają się z ciekawie nakreślonymi postaciami zwierząt – bohaterów książki. Synowi czytaliśmy w kółko i na wyrywki, sami doskonale się przy tym bawiąc. Potem sam wrócił do tej lektury, zaśmiewając się przy każdym dialogu Marianny z Pafnucym. Kiedy rozrywki było nam mało, sięgnęliśmy po drugą część "las Pafnucego". Równie wesoła, choć pierwszej części nie pobije. Makama poleca. Kikuś w rozpaczy chciał powiedzieć cokolwiek o Pafnucym. Pafnucy się nie bał, w towarzystwie Pafnucego on też prawie się nie bał, Pafnucy tam leżał przy leśniczym, Pafnucego wszyscy lubili…

1 страница из 56
читать на одной стр.
Настроики
A

Фон текста:

  • Текст
  • Текст
  • Текст
  • Текст

Шрифты

  • Аа

    Roboto

  • Аа

    Garamond

  • Аа

    Fira Sans

  • Аа

    Times

  • Аа

    Iowan

  • Аа

    San Francisco

  • Аа

    SF Serif

  • Аа

    New York

  • Аа

    Helvetica Neue

  • Аа

    Arial

  • Аа

    Georgia

  • Аа

    Times New Roman

  • Аа

    Courier

  • Аа

    Courier New

  • Аа

    Menlo

  • Аа

    SF Mono

стр.

Joanna Chmielewska


Pafnucy

1. SKARB W LESIE

W wielkim, pięknym, zielonym lesie żył sobie niedźwiadek imieniem Pafnucy. Był bardzo łagodny, dobry i sympatyczny. Lubił jadać ryby, korzonki, grzyby i miód, uwielbiał dalekie spacery i zawieranie nowych znajomości. Żył w zgodzie ze wszystkimi i cieszył się powszechną życzliwością.

Przez las płynęła rzeka, która w jednym miejscu tworzyła małe jeziorko. W jeziorku mieszkała największa przyjaciółka Pafnucego, wydra Marianna. Umiała doskonale łowić ryby i łowiła je dla swego przyjaciela, a on powtarzał jej wszystkie plotki, jakich się nasłuchał, spacerując po lesie. Musiał opowiadać dokładnie i szczegółowo, ponieważ Marianna była z natury bardzo ciekawa.

Pewnego letniego dnia Pafnucy powędrował dalej niż zwykle i dotarł aż do skraju lasu. Za ostatnimi drzewami ujrzał ogromną łąkę, na której pasły się krowy. Ucieszył się i pomyślał sobie, że teraz będzie zwiedzał nie tylko las, ale także jego okolice. Poza tym znał już wszystkie leśne zwierzęta, więc chyba najwyższy czas zaprzyjaźnić się z kimś nowym. Wyszedł z lasu i podszedł do najbliższej krowy.

Krowa ujrzała nagle przed sobą prawdziwego, żywego niedźwiedzia i przeraziła się tak śmiertelnie, że nawet zapomniała zaryczeć. Wybałuszyła oczy na Pafnucego i z przerażenia przestała przeżuwać.

– Nie bój się – powiedział Pafnucy łagodnie. – Ja jestem dobry niedźwiedź i nie zrobię ci nic złego. Chciałem zobaczyć, co tu słychać, i zaprzyjaźnić się z wami.

Usiadł grzecznie na trawie i czekał, aż krowa wróci do równowagi. Krowa była dosyć tępa i musiała długo myśleć, żeby zrozumieć, co Pafnucy powiedział. Wreszcie do niej dotarło.

– Ale przecież ty jesteś dziki – powiedziała podejrzliwie.

– Nic podobnego – zaprotestował Pafnucy stanowczo. – Wcale nie jestem dziki. Jestem pod ochroną.

– No dobrze – zgodziła się krowa po następnym długim namyśle. – Siedź tam, gdzie siedzisz, i nie zbliżaj się do mnie za bardzo. Zapomniałam, czego chciałeś.

Pafnucy miał mnóstwo czasu i mnóstwo cierpliwości.

– Niczego nadzwyczajnego nie chciałem – wyjaśnił. – Chciałem trochę porozmawiać i poznać kogoś nowego.

Krowa zgodziła się porozmawiać. Powiedziała Pafnucemu, gdzie mieszka i co robi, pokazała mu inne krowy, a także owce, które pasły się nieco dalej. Pafnucy popatrzył z wielkim zainteresowaniem.

– Czy mogę obejrzeć je z bliska? – zapytał.

– Nie wiem – odparła krowa. – One mogą się wystraszyć i uciec. W końcu jesteś przecież niedźwiedziem.

– Ale przecież sama widzisz, że jestem dobrym niedźwiedziem, i już się mnie wcale nie boisz – powiedział Pafnucy.

– To prawda – przyznała krowa. – Ale ja jestem bardzo inteligentna i już się do ciebie przyzwyczaiłam. Owce są głupie i pewnie uciekną, zanim zdążysz się do nich odezwać.

Pafnucy zmartwił się, bo bardzo chciał poznać także i owce.

– A może ty byś mogła iść do nich i powiedzieć, że wcale nie muszą się bać i uciekać? – zaproponował. – A ja bym przyszedł trochę później?

– Nie wiem – powiedziała krowa niepewnie. – Może byłoby lepiej, gdyby załatwił to Pucek.

– Kto to jest Pucek? – zaciekawił się Pafnucy.

– To jest pies, który nas pilnuje – odparła krowa z szacunkiem. – On utrzymuje osobiste kontakty także z owcami. Może im dużo wyjaśnić.

– Bardzo dobrze! – ucieszył się Pafnucy. – Niech będzie Pucek. A gdzie on jest?

– Nie wiem – powiedziała krowa i zaczęła przeżuwać na nowo. – Mogę go zawołać.

Zaryczała przeraźliwie jak syrena okrętowa trzy razy z rzędu i już po chwili Pafnucy ujrzał, jak po łące pędzi ku nim jakieś białe zwierzę, mniejsze od krowy, ale znacznie większe od wydry. Podobne było do wilka, tylko grubsze i o wiele bardziej kudłate. Pafnucy siedział spokojnie, ponieważ nie bał się niczego na świecie.

Pies Pucek pędził tak szybko, że nie zdążył zwęszyć niedźwiedzia. Dopadł krowy, chciał szczeknąć i nagle zobaczył Pafnucego. Zatrzymał się jak wryty, sierść zjeżyła mu się na grzbiecie, na wszelki wypadek wyszczerzył zęby i wydał z siebie groźny warkot. Nigdy przedtem nie widział niedźwiedzia i nie był pewien, co należy z nim zrobić.

– Dzień dobry – powiedział grzecznie Pafnucy. Pucek zdziwił się ogromnie i warknął nieco łagodniej.

– Jestem dobry niedźwiedź i nazywam się Pafnucy – powiedział Pafnucy przyjaźnie. – Czy mogę się z tobą zapoznać? Masz bardzo ładne imię.

Pucek popatrzył na krowę i widząc, że przeżuwa spokojnie i nie okazuje żadnego przestrachu, zdziwił się tak bezgranicznie, że zupełnie przestał warczeć. Przyjrzał się uważnie Pafnucemu.

– Oczywiście, możemy się zapoznać – powiedział z namysłem. – Ale musiałbym cię przedtem obwąchać. Nie masz nic przeciwko temu?

– Proszę cię bardzo, wąchaj, ile sobie życzysz – pozwolił uprzejmie Pafnucy.

Pucek obwąchał go dokładnie. Od razu zrozumiał, że jest to rzeczywiście dobry i łagodny niedźwiedź, ponieważ psy zawsze potrafią rozpoznać węchem, z kim mają do czynienia. Pafnucy mu się spodobał.

Po krótkim czasie sprawa zawierania nowych znajomości została załatwiona. Wszystkie krowy i owce, przekonane przez Pucka, zrozumiały, że mogą nie bać się niedźwiedzia, i wróciły do skubania trawy. Pafnucy był nadzwyczajnie zadowolony.

– Czy jest ktoś jeszcze, kogo można by poznać? – spytał Pucka.

– Są konie – odparł Pucek. – Ale z nimi musiałbym przedtem porozmawiać o tobie, bo one są nerwowe. Pokażę ci je następnym razem. No i są ludzie. To już w ogóle ciężka sprawa i nie radzę ci zapoznawać się z nimi.

– Dlaczego? – zdziwił się Pafnucy. – Ja znam jednego człowieka. Chodzi po lesie i w zimie przynosi jedzenie zwierzętom. Opowiadały mi o tym sarny i jelenie, bo ja w zimie spałem.

– I nie boi się ciebie? – zdziwił się Pucek.

– Dlaczego miałby się bać? – zdziwił się Pafnucy. – On mnie zna doskonale.

Obaj przez chwilę byli niezmiernie zdziwieni. Wreszcie Pucek pokręcił głową.

– To jakiś wyjątkowy człowiek – zawyrokował. – Pewnie leśniczy. Cała reszta ludzi jest do niczego, w ogóle nie rozumieją, co się do nich mówi. Czasem jeszcze mój pan coś rozumie, a poza tym nikt.

– Szkoda – zmartwił się Pafnucy.

– Nie masz czego żałować – powiedział Pucek stanowczo. – A teraz przepraszam cię bardzo, ale muszę się zająć owcami, bo widzę, że się za bardzo rozlazły. Przychodź tu częściej, to sobie jeszcze porozmawiamy.

Pafnucy pożegnał się grzecznie i poszedł z powrotem do lasu.

Marianna wyłowiła już mnóstwo ryb na kolację i niecierpliwie czekała na swojego przyjaciela. Słońce zachodziło, kiedy nadbiegł Pafnucy, zasapany i bardzo głodny. Spieszył się do Marianny uszczęśliwiony, że ma tyle nowych, interesujących wiadomości. Od razu zaczął równocześnie jeść i opowiadać.

– Ygałem łowy – powiedział. – Ałgo yłe.

– Może jednak najpierw przełknij – poradziła Marianna. – Po pierwsze, możesz się zakrztusić, a po drugie, ja i tak nie rozumiem, co mówisz. Czy to jakiś obcy język?

Pafnucy szybko przełknął czwartą rybę.

– Nie – powiedział znacznie wyraźniej. – Chciałem ci powiedzieć, że poznałem krowy. Bardzo miłe.

Wepchnął do ust piątą rybę i dodał:

– Y ohe y ha ukka.

– Przestań gadać, dopóki nie zjesz! – zdenerwowała się Marianna. – Nie mam nastroju do zgadywania, co to jest ohe yha ukka!

– I owce, i psa Pucka – wyjaśnił Pafnucy. Po czym posłusznie zamilkł i milczał aż do końca kolacji, a Marianna posykiwała niecierpliwie.

Skończył wreszcie jeść i opowiedział o swoich wszystkich nowych znajomościach. Marianna słuchała z wielkim zainteresowaniem.

Комментарии к книге «Pafnucy», Иоанна Хмелевская

Всего 0 комментариев

Комментариев к этой книге пока нет, будьте первым!

РЕКОМЕНДУЕМ К ПРОЧТЕНИЮ

Популярные и начинающие авторы, крупнейшие и нишевые издательства